07.06.2019 (piątek) mąż spotkał się na działce z hydraulikiem, a w następny poniedziałek (10.06.2019) ten zaczął już pracę.
Oczywiście na początku zadał nam mnóstwo trudnych pytań, na które nie do końca byliśmy przygotowani
“Baterie natynkowe? A może podtynkowe? Prysznice jakie? Natynkowe, podtynkowe?"
"Jeżeli podtynkowe, to kto montuje? Ja czy płytkarz? Jeżeli ja, to musicie kupić niedługo.”
“A przy wannie gdzie kran? Z przodu, z boku, z tyłu?”
“A w kotłowni gdzie zlew? Tu dajecie mały, czy może lepiej (ja tak radzę) większy dać, żeby móc myć większe gabarytowo rzeczy?”

Swoją drogą, bardzo sympatyczny facet. No i powiedział, że w zasadzie w następnym tygodniu można by już wylewki robić Jakoś to szybko, myślałam, że dłużej zejdzie. Zwłaszcza, że tynkowanie się ciągnęło i ciągnęło. Zobaczymy jednak, czy faktycznie będzie gotowe tak szybko

Kierownik budowy był obejrzeć tynki. Opierdzielił nas, że na takie upały okna uchyliliśmy Mówił, że lepiej żeby tynki schły swoim tempem, bo prz tych upałach i wietrzeniu to mogą popękać. To pozamykaliśmy te nieszczęsne okna. Mąż już panikuje, że “na pewno popękają”. A mnie to już… wszystko jedno. Grunt, że są na ścianach i schną Kierownik znalazł też kilka niedociągnięć tynków - brak kątów 90 stopni, kilka dołków (kilka mm różnicy). Mówił, żę powinni to tynkarze poprawić.
Mnie te niedociągnięcia nie przeszkadzają, bo nie są duże. Dla mnie nie są nawet zauważalne. Więc zastanawiamy się, czy by nie targować ceny za to Zwłaszcza, że tam było faktycznie te 580 m2 ponad tynków.

W końcu przeschła trochę ziemia, po wielu tygodniach naprzemiennych upałów i naprawdę mocnych opadów deszczu. Korzystając z okazji, nasz wykonawca naprawił nieszczęsną drogę sąsiada, wzdłuż naszej działki. Tą, co rozjeździły ciężkie samochody na jesieni podczas robienia fundamentów.
Bardzo się cieszymy, że to już zrobione. Jedne gnębiący nasz problem załatwiony, odfajkowany. Sąsiad z drogi zadowolony, możemy o tym temacie w końcu zapomnieć.

Koszt: 5000 zł, poniósł go nasz wykonawca (dotrzymał słowa).

Strasznie nam ulżyło, że to udało się w końcu zrobić i sąsiad nie będzie przez nas bez drogi

Po naprawie drogi sąsiada, Pan Koparkowy (całkiem inny facet, który wie jak jeździć swoją maszyną i nie niszczy dachów ani studzienek kanalizacyjnych) zajął się drogą dojazdową.

Jak w końcu zrobić tą drogę, dyskutowaliśmy z zainteresowanymi sąsiadami kilka razy. Dosłownie wszyscy miotali się między tymczasowymi płytami (ale pod warunkiem ich obniżenia), a wysypaniem dużej warstwy gruzu z piachem i na to klińca. Wersja z płytami wydawała się pewniejsza, ale wychodziło drożej. W końcu stanęło na tym, że nasz wykonawca zabierze płyty, a na drogę pójdzie kliniec.
W dniu wykonywania drogi, jeden sąsiad zdecydował, że on jednak do siebie zostawia płyty. Tylko obniżone, bo były za wysoko położone. Jako że “namieszał w ostatniej chwili”, to sam zaoferował, że zapłaci większość kwoty za ten kawałek (a to połowa całości robionej drogi). Bardzo uczciwy facet
W efekcie mamy drogę zrobioną, w większości z płyt (zostało w końcu 16 z 29 płyt), a na końcu z klińca.
Droga wyszła fajna, więc myślę, że i sąsiedzi będą zadowoleni

Koszt: 11600 zł (ale nie ponieśliśmy go sami, złożyli się z nami sąsiedzi).

Teraz z zagadnień “okołodrogowych” pozostała tylko kwestia odwodnienia. Ale może i to uda się jakoś w miarę bezboleśnie zrobić niedługo

White
White
White
White
White
White
White
White

Komentarze

Dodaj komentarz

Dołącz do Newslettera ARCHON+

Otrzymuj na bieżąco informacje o nowościach projektowych, wyjątkowych wnętrzach, inspirujących realizacjach oraz atrakcyjnych promocjach.

Messenger Czat z DoradcąDostępny
 12 37 21 900

Dzień dobry,

Czy chcesz, abyśmy oddzwonili do Ciebie za darmo w 28 sekund?