Blog założony przez Morelki N (ver. 2).
Projekt: Dom w morelach (N). Na blogu 14 wpisów, 69 zdjęć, 16 komentarzy.

Przyłącze PGE i zaczątek dachu

Mamy już pierwsze “media” podciągnięte pod dom. W poniedziałek 11 marca rano wykonawca PGE zaczął pracę. Mąż od razu dogadał się z nim, by od razu zrobili nam drugą część przyłącza, od skrzynki do domu (elektryk od naszego wykonawcy robi tylko “w środku”, bez tej części zewnętrznej).

Na pierwszym zdjęciu widać wystający badylek - tma będzie stała skrzynka elektryczna (zdjęcie z 13 marca).

Za przyłącze energetyczne od skrzynki do domu zapłaciliśmy 1150zł. Tam było 15 metrów kabla puszczone ziemią oraz 10 metrów już w domu.

Za przyłącze energetyczne od słupa do skrzynki (jakieś 150 metrów kabla puszczonego ziemią) jeszcze nie płaciliśmy - czekamy kiedy przyjdzie faktura. Ale to ma kosztować niecałe 900zł netto. Więc kwoty wyjdą podobne w obu przypadkach, tylko długość kabla istotnie różna.

Natomiast dom rośnie. Zaczął się pojawiać zarys dachu. Dokładnie w czwartek 14 marca zaczęli stawiać więźbę dachową. Na zdjęciach 2 i 3 widać jak to wyglądało w poniedziałek 18 marca po południu.

Niestety mamy lekkie opóźnienie, ponieważ bardzo silne wiatry, wiejące kilka ostatnich dni, najpierw spowolniły, a potem uniemożliwiły pracę nad dachem. Za to jak już się pojawiły te krokwie nad pokojem nad garażem, to zaczął on z powrotem sprawiać wrażenie większego i przestronniejszego. No i wygląda na to, że da się te nieszczęsne okna dachowe umieścić na tyle nisko, by były oknami na świat, a nie na samo niebo:) Więc pokój, który w myślach już “skazałam na straty”, powoli odzyskuje swoją wartość:)

W tym tygodniu ma też nam specjalista wykonać przyłącze wodociągu i kanalizacji. Wycenił usługę na 3500zł, mąż stargował na 3300 bodajże. Ale to przy założeniu że “nic nie wyjdzie w trakcie”. Te przyłącza będzie nam robił specjalista polecony w Urzędzie Gminy, który w zasadzie jesienią poprzedniego roku wykonał biegnący wzdłuż naszej działki wodociąg, do którego teraz się podepnie:) Śmiał się, że jak na jesieni robił wodociąg to było szczere pole, a teraz już dom stoi:) Powiedział też, że tam gruba rura wodociągu idzie, przez co potrzebujemy porządny (droższy już troszkę) reduktor. “Ale za to z ciśnieniem wody to wy problemu mieć nigdy nie będziecie.” I bardzo fajnie, myślę, że jest to warte “droższego reduktora”.

Zobaczymy czy cena w trakcie pracy nie ulegnie zmianie, a także czy prace w ogóle się zaczną i skończą “na czas”, czyli w tym tygodniu.

Jedynie gazu dalej nie ma, ani widu ani słychu. Dostaliśmy już kilka pism ze starostwa, że były wydane warunki techniczne rozbudowy gazociągu, że jest jakaś zgoda itd, ale gazownia nic się nie odzywa. Mąż kilka razy próbował się dodzwonić na numer telefonu podany na umowie, ale nikt nie odbierał. Nikt też nie oddzwonił...

 

 

 

White
White
White
Dodaj komentarz

Wieniec wylany

Nasz wykonawca jak powiedział, tak też zrobił i 6.03.2019 (w środę) wylał wieniec. Dwa dni po rozpoczęciu murowania ścian poddasza.

Teraz widać już jaka będzie wysokość ścianki kolankowej. Moim zdaniem wyszło całkiem fajnie, pokoje na poddaszu nie będą miały takiej bezużytecznej przestrzeni, gdzie dach jest tuż nad podłogą.

Zdjęcia robiliśmy następnego dnia po wylaniu wieńca, 7.03.2019.

W czwartek 07.03.2019 roku spotkaliśmy się na działce z projektantem PGE. Bardzo sympatyczny facet, uprzejmy, konkretny. Chyba lubi swoją pracę:) Dogadaliśmy się bez problemów, sąsiad też bez problemów podpisał zgodę na przekopanie jego działki od słupa:)

Gdy wracaliśmy z projektantem PGE od sąsiada na naszą działkę, to powiedział tak: “No to macie prąd” !! :) A gdy my załatwiliśmy ostatnie formalności, on się dowiedział od wykonawcy że najprawdopodobniej już w następnym tygodniu będą kopać przyłącze:) No i jak już wszystko będzie gotowe, skrzynka postawiona, to dostaniemy fakturę do zapłaty.

Tak więc jak na razie doświadczenia z PGE jak najbardziej pozytywne!!:)

White
White
White
White
White
White
Dodaj komentarz

Mamy strop, a dom rośnie

26 lutego wylany został strop nad główną częścią domu. I nadeszła kolejna przerwa technologiczna - na szczęście krótka. W poniedziałek, 4 marca, prace miały zostać wznowione. Pierwsze 5 zdjęć zrobiliśmy w sobotę, 2 marca.

Te kilka dni, od środy do następnego poniedziałku, strasznie mi się dłużyły, bo wiedziałam że na samej budowie nic się nie dzieje. Murarze nie mogli murować ścian poddasza, bo kierownik budowy powiedział kategoryczne “Nie! Najwcześniej w poniedziałek” 
W zasadzie prace zostały przerwane, ponieważ podczas oczekiwania aż strop nabierze wytrzymałości, nasz wykonawca zaczął przygotowywać drewno na dach. Pytał, jaki kolor podbitki chcemy Ale nie było widać efektów na placu budowy, więc to tak jakby nic się przez te dni nie działo 
Mąż z kolei uważa, że skoro teraz narzekam na tempo budowy, to potem, przy deweloperce, będę załamana, Według niego “to idzie bardzo szybko”.

Od poniedziałku, 4 marca, zgodnie z planem, prace murarzy ruszyły. W poniedziałek późnym popołudniem nasz dom, i poddasze, prezentowały się jak na pozostalych zdjęciach.

Teoretycznie już w środę, 7 marca, będzie wylany wieniec. W tym tempie może od następnego tygodnia mogliby zacząć robić dach? 

4 marca mieliśmy też wstępne spotkanie na budowie ze specem od przyłączy wod-kan i odwodnień. Na wycenę usługi musimy poczekać, aż zanalizuje projekt przyłączy, ale mówił że na razie ma czas, żeby się tym zająć, Bliżej wiosny i lata mógłby już być problem.
Natomiast z odwodnieniem radził poczekać, aż będzie już zrobiona droga utwardzona, zamiast tymczasowych płyt.

White
White
White
White
White
White
White
White
White
White
White
White
Dodaj komentarz

Strop nad garażem i dalsze szalunki

20.02.2019, w środę, wylany został strop nad garażem oraz schody do spocznika włącznie (zdjęcie 1)

Oczywiście, jak już wylali ten strop to zaczęła się psuć pogoda. Lekka zamieć śnieżna, po chwili śnieg z deszczem. Następnego dnia też trochę popadało, a w zapowiedziach na najbliższe dni bylo -8. Mąż wpadł w lekką panikę, a kierownik budowy kazał majstrom strop przykryć na te zimniejsze noce.

Po wylaniu stropu majstrzy kontynuowali szalowanie pod strop nad pozostałą częścią domu. Do soboty nie zdążyli skończyć, został im mały fragment na piętrze, schody od spocznika na piętro + ułożenie zbrojenia. Jeśli nie wyjdzie nic niespodziewanego to we wtorek 26.02.2019 mają wylać pozostałą część stropu. Pogoda zapowiada się świetna, wiosenna. +6 do nawet +13 stopni i słońce. Nic, tylko lać strop i chodzić na spacery z córeczką i psem:)

 

Tak wyglądały szalunki w niedzielę 24.02.2019:

dom od strony garażu (zdjęcie 2);

salon z fragmentem jadalni (zdjęcie 3);

kuchnia (zdjęcie 4);

schody na piętro i korytarz do garażu (zdjęcie 6);

schowek pod schodami - wciąż nie wiemy czy robić tam spiżarnię czy też bardziej ogólną graciarnię (zdjęcie 7);

 

szalunki pod strop nad większością domu (zdjęcie 8 i 9)

widok ze spocznika schodów - na wprost nasza mini-kuchnia, na lewo salon z jadalnią, na prawo korytarz prowadzi do wiatrołapu, gabinetu i łazienki (zdjęcie 10).

 

I na koniec coś co ja lubię - widoki:)

Na początek widok na naszą”posesję” za domem ze śladami Pana Koparki (zdjęcie 11);

widok z pokoi na piętrze - córeczka taki widoczek będzie miała:) (zdjęcie 12 i 13);

widok z łazienki na piętrze (zdjęcie 13).

 

Praca wrze:) i zdecydowanie idzie do przodu. Mąż rozmawiał dzisiaj z naszym wykonawcą. Jutro (26.02.2019) mają wylać strop nad pozostałą częścią domu. Od następnego poniedziałku (04.03.2019) będą kontynuować murowanie ścian. Dach ma być pod koniec marca/ na początku kwietnia, a więc mimo miesięcznego ponad przestoju spowodowanego zimą, wykonawca planuje skończyć w okolicach najkrótszego terminu:)

Nasze okna już są wyprodukowane i mają być zamontowane na początku kwietnia.

Wykonawca doradził też, żebyśmy z zakupem i montażem bramy garażowej i drzwi wejściowych wstrzymali się do czasu, gdy będą już tynki na ścianach. I chyba tak właśnie zrobimy.

 

White
White
White
White
White
White
White
White
White
White
White
White
White
Dodaj komentarz

Mury rosną!

Wczoraj, w Walentynki, był wielki dzień - “weszliśmy do swojego domu”! 
Wieczorem pojechaliśmy na działkę, bo chciałam zobaczyć jak wyglądają nasze ściany (które zaczęli stawiać dzień wcześniej). Byliśmy z mężem przekonani, że wiele do oglądania jeszcze nie będzie. A po przyjeździe na miejsce naszym oczom ukazał się fajny widok (jak na pierwszym z załączonych zdjęć).

Gdy podeszliśmy bliżej (co w bagnie pod domem, z małym dzieckiem i po ciemku, nie było takie proste), okazało się, że to nie fatamorgana. Ściany nie zniknęły, już widać że to coś to dom będzie (zdjęcie nr 2).

Wydaje mi się, że tempo murowania mają dobre A co najważniejsze, to nawet mój mąż, któremu zawsze coś nie pasuje, był zadowolony z efektu pracy. Jak to powiedział: “Ładnie murują, równo.” 

Sam fakt że jest już “coś”, do czego można wejść, jest niesamowicie podnoszący na duchu. Chociaż ściany nie są gotowe, to jednak jest już pewien zarys domu, pomieszczeń. Po wejściu ma się już jakieś wyobrażenie o ich wielkości, układzie. I tak na przykład już mam 100% pewności, że nasz dom wielkością to nie powala. Najgorzej z moim gabinetem. Jest mały i nie wiem jak tam upchnę biurko na komputer, regały na około 1000 książek (już wiem że będą musiały być od ziemi do sufitu) i fototapetę na jedną całą ścianę.
Natomiast kuchnia, chociaż mała, to myślę, że będzie bardzo ustawna, a więc i praktyczna. No i bardzo podoba mi się to szerokie okno (zdjęcie nr 3).

Z kolei salon z jadalnią (wydłużony w osi przód-tył domu o 0,8 metra względem projektu) wygląda na całkiem sensowny. Nie zrobiliśmy zdjęć, bo cały środek salonu był zastawiony paletami z pustakami, ale nawet z takim “wyposażeniem” nie robił wrażenia małego czy ciasnego. 

Muszę przyznać, że po papierologii i żmudnej budowie fundamentów, ten etap budowy jest bardzo fajny
Teraz się zastanawiam, ile czasu trzeba odczekać po wylaniu stropu, żeby móc stawiać ściany kolankowe 

Na naszej wizji lokalnej byliśmy późnym popołudniem, a więc już - niestety - po ciemku. Dlatego nie mamy żadnych zdjęć widoku z okien (z gabinetu, kuchni, salonu i jadalni), za to na miejscu przywitała nas niesamowita cisza. Tak blisko miasta i głównej drogi, a jednak tak zacisznie. Niedaleko działki przebiega droga, ale okoliczne lasy jakoś chyba wygłuszają szum przejeżdżających aut, których zresztą nie ma w tej okolicy zbyt wiele. 
A jednocześnie z przodu domu, przy asfaltowej drodze, tuż na wprost zjazdu na naszą drogę dojazdową, jest postawiona lampa. Dzięki temu wieczorami przed domem nie jest całkiem ciemno, wychodząc z psem na spacer wieczorny (a w zimie to i popołudniowy) nie będzie trzeba iść z latarką. Światło latarni, z tej odległości jest przytłumione, nie wydaje się być uciążliwe, a jednak wystarczające by do oświetlonej drogi asfaltowej nie iść w niemiłej ciemności.
Właśnie sobie też uświadomiłam, że z każdego okna naszego domu będzie widać las. Chociaż czubki drzew kawałek dalej, ale z każdego okna

White
White
White
Dodaj komentarz

Przyłącza techniczne - początki :)

Podczas naszego opóźnienia budowlanego, spowodowanego niespodziewaną zimą:) udało nam się, przynajmniej częściowo, ogarnąć temat przyłączy.

6.12.2018 roku złożyłam papiery o przyłącza techniczne w gazowni, elektrowni i gminie (o wodociąg i kanalizację).

Już 28.12.2018 roku pan z gminy dzwonił do mnie, czy mogę przyjechać. Przyjechałam, podpisałam umowę przyłączeniową (w której zobowiązuję się do wykonania przyłączy, zgodnie z warunkami technicznymi wydanymi przez gminę, na swój koszt, a następnie do oddania ich tejże gminie za darmo…). Pół godziny później wyszłam już z budynku Urzędu Gminy z wydanymi Warunkami Technicznymi przyłącza wodociągu i kanalizacji.

9.01.2019 roku dostaliśmy pocztą umowę przyłączeniową z elektrowni. Projekt przyłącza i wykonanie do skrzynki w linii ogrodzenia robią oni, my jedynie zapłacimy fakturę. Wyszło im 120m kopania rowu na kabel (na szczęście słup stoi na działce sąsiadującej z naszą, więc tylko jeden sąsiad musi się zgodzić, a większość rozkopu będzie na naszej działce). Elektrownia wyceniła tą usługę na 871,36 zł netto. Gdy rozmawiałam z przedstawicielem elektrowni, składając podpisaną umowę przyłączeniową, to mówił, że do końca maja skrzynka powinna być. Mam nadzieję że będzie nawet szybciej:)

9.01.2019 roku dostaliśmy także umowę przyłączeniową z gazowni. Tak jak z prądem, projekt i wykonanie do skrzynki w linii ogrodzenia robią oni, my jedynie zapłacimy fakturę. Wyszło im 3m do podłączenia od gazociągu, jednak przy okazji chcą rozwinąć sieć na sąsiadujące działki. Gazownia usługę wykonania 3 metrów przyłącza wyceniła na jedyne 1807,30 zł (ale już nie wiem czy netto czy też brutto). Ułamek długości tego co ma robić elektrownia, a cena wyższa:) Ale dzięki temu, że w zasadzie wszystkie rury idą wzdłuż granicy działki, to i tak wychodzi całkiem dobra cena.

Martwi mnie jednak to, że sąsiad, który musiał dać zgodę na rozwinięcie sieci gazowej (gazownia chce przekopać jego działkę, żeby dojść do kolejnej) powiedział nam, że przedstawiciel gazowni mówił, że mają to robić dopiero na jesień. Jest to niepokojąca informacja i zastanawiam się, czy można ludzi z gazowni wysępić, by zrobili to przyłącze wcześniej. Rozważam napisanie jakiegoś pisma z prośbą o przyspieszenie wykonania przyłącza do skrzynki, uzasadniając to tym, że instalację gazową i piec w domu chcę robić już na przełomie wiosny i lata i gaz będzie potrzebny do sprawdzenia czy to wszystko działa. A na jesień to chcę już przeprowadzkę planować a nie przyłącze gazu:)

18.01.2019 roku zleciliśmy architektowi wykonanie projektów instalacji przyłączy zewnętrznych (wody i kanalizacji od rur do domu, gazu i prądu od skrzynki do domu). Kosztów wykonania tych elementów przyłączy na razie jeszcze nie znamy - pan polecony w Urzędzie Gminy, który “połowie wsi robił wodę i kanalizację” powiedział, żeby zadzwonić jak będziemy mieć gotowy projekt, bo bez niego to nie może nic powiedzieć. Nie mamy też jeszcze wykonawcy do podciągnięcia gazu i prądu od skrzynki do domu. Zapewne oni też potrzebowaliby gotowe projekty przyłączy. Więc w kwestii przyłączy czekamy teraz na architekta.

Małymi kroczkami, ale cały czas do przodu, cały czas do celu:)

 

Dodaj komentarz

Mamy drogę dojazdową i stan zero!

Niestety nasze plany budowlane się opóźniły, ze względu na pogodę. Chcieliśmy gdzieś w połowie stycznia wylać chudziaka i osiągnąć stan zero. Jednak  zima nie ominęła Rzeszowa. W styczniu spadło dosyć dużo śniegu, były też mrozy które nie dopuściły do jego roztopienia. Efektem tego było załatwienie drogi dojazdowej do działki, gy mrozy już odpuściły i ten śnieg się stopił. Nasza działka jest w drugiej linii zabudowy i nie ma dojazdu asfaltowego. Przed rozpoczęciem budowy była tam utwardzona klińcem droga. Jednak ciężki samochody (głównie z betonem), jadące po rozmiękłej przez deszcz ziemi, ten kliniec całkiem wbiły w ziemię. No i jak jeszcze te śniegi się roztopiły, to w zasadzie dojazd do naszej działki (i niestety nie tylko naszej) przestał istnieć. Sąsiedzi zadowoleni nie byli:(

Efektem tej odwilży było wstrzymanie prac. Żeby móc je kontynuować, a także by zachować chociaż strzępki dobrych relacji z sąsiadami, drogę trzeba było jakoś utwardzić. Tyle, że to nie było możliwe, póki śnieg całkiem nie zniknął i ziemi troszkę nie przeschła.

W końcu, 7.02.2019 roku, po 2-miesięcznej przerwie (prace przy fundamencie zostały przerwane 6.12.2018r), naszemu wykonawcy udało się zrobić “tymczasową drogę dojazdową”. Wykonawca, na swój koszt, kupił płyty betonowe i je ułożył na drodze. Po skończonej pracy, ma je zabrać (będzie miał na kolejne budowy), a my będziemy z sąsiadami myśleć jak tą drogę utwardzić na stałe. Fajne jest to, że sąsiedzi są zainteresowani sensownym zrobieniem drogi, gdy już zakończymy budowę i będzie to miało sens.

Historia z drogą dużo też mówi i naszym wykonawcy. Gdy już okazało się, że jesienne prace rozwaliły ówczesną drogę, byliśmy przekonani, że to my (inwestorzy) będziemy musieli ją naprawić. Szef firmy “Dobry Dom” powiedział jednak od razu że to on drogę rozwalił więc jej naprawienie, po skończonej budowie, “bierze na siebie”. Wg mnie nie każdy by tak postąpił, i wiele to o nim mówi, jako o uczciwym człowieku:) Ponieważ jednak sąsiedzi są zainteresowani konkretnym utwardzeniem drogi (nasz wykonawca miał po prostu przywrócić ją do stanu sprzed rozpoczęcia budowy, a więc utwardzić klińcem), to stanęło na tym, że my z sąsiadami sobie jakoś drogę poprawimy (najprawdopodobniej zrobimy nawet krawężniki) a wykonawca na końcu na swój koszt przywiezie ciężarówkę klińca. Ale obawiam się, że z tą drogą będą jeszcze problemy i nieporozumienia:(

Gdy odzyskaliśmy dojazd na działkę, budowa w końcu ruszyła do przodu. 11.02.2019 roku (poniedziałek) został wylany chudziak, a więc osiągnęliśmy (w końcu) stan zero!!!:)

Na zdjęciu widać fragment gdzie chudziaka nie ma - tam mają być schody na poddasze a pod nimi planowana jest mała spiżarka/ schowek (jeszcze nie wiemy która opcja). Mąż wymyślił, żeby w tym miejscu trochę obniżyć podłogę, to uzyskamy więcej przestrzeni magazynowej, Kierownik to zaakceptował, a wykonawca tak też wylał chudziaka. Myślę, że ten fragment zaleją jak będą wylewać schody, albo może strop?

Oczywiście  dzień po wylaniu chudziaka od rana zaczął dosyć mocno padać śnieg z deszczem. Ok godziny 9 rano już przestało, ale do tej pory mąż zdążył już sobie wmówić że nasz chudziak “pewnie już się rozpłynął” :)

Mam nadzieję, że budowa będzie szła sprawnie i szybko, zanim mąż całkiem się załamie:)

Jeśli dobrze pójdzie, to w środę 13.02 zaczną zwozić na działkę pustaki i murować ściany.

Plan jest taki, żeby do końca marca mieć SSO (wciąż to jest realne, chociaż przez miesięczne opóźnienie już mniej), a do końca czerwca - stan deweloperski na parterze. Na piętrze może to dłużej potrwać.

Na razie jestem optymistką, na sierpień umówiliśmy już płytkarza:) Chociaż facet twierdził, że na pewno nie zdążymy, wziąwszy pod uwagę obecny stan domu. Jednak stanęło na tym, że stan deweloperski będzie robił ten sam wykonawca (przekonał nas swoim postępowaniem, solidnością i terminowością), więc nie powinno być dużych przestojów spowodowanych oczekiwaniem na kolejnych wykonawców.

Na zdjęciach po kolei widać fundament przykryty śniegiem (styczeń 2019), utwardzoną płytami drogę dojazdową, i stan zero (12.02.2019).

White
White
White
Dodaj komentarz

Fundamenty skończone!

6 grudnia 2018 (nomen-omen) nasz wykonawca skończył fundamenty. Tym samym plan na 2018 rok został wykonany:)

Od poniedziałku 3.12, gdy mrozy odpuściły, prace były kontynuowane. Fundament został pomalowany, obklejony styrodurem. Wczoraj skończyli zasypywać go w środku piaskiem, a z zewnątrz obsypywać ziemią. Jak pojechałam na działkę zrobić zdjęcia, to byłam zaskoczona, że Panu Koparce udało się stamtąd samodzielnie wydostać :) Działka, zwłaszcza za domem, wygląda jak plac boju, ale najważniejsze że się udało skończyć. Zwłaszcza że dzisiaj dużo mocniej pada i pewnie koparka by już nie dała rady:)

Fundament nie jest jeszcze idealnie obsypany ziemią, ale to będzie poprawione gdy złapią jakieś mrozy. Pan Koparka na razie po prostu nie dał rady więcej tam zrobić:)

W styczniu chcemy położyć rury pod kanalizację i wodę i wylać chudziak. Ja bym chciała to zrobić od razu, ale mąż nalegał żeby poczekać. Twierdzi, że w ten sposób piasek się lepiej ubije. Jako że w tym roku i tak nie kontynuowalibyśmy już budowy, to nie naciskam na niego:)

 

Z ważnych wydarzeń, to 28 listopada zostałam w końcu inwestorką:) Wcześniej pozwolenie na budowę było tylko na męża. Było to spowodowane tym, że (nieświadomi konsekwencji), przepisaliśmy warunki zabudowy z osoby sprzedającej działkę (która o nie przed sprzedażą działki wystąpiła) na mojego męża. Po fakcie, gdy już mieliśmy przeniesione na niego WZ i to przeniesienie się uprawomocniło, dowiedzieliśmy się, że PnB będzie wystawione tylko na osobę z WZ. Mogliśmy albo znowu przenosić WZ, a po przeniesieniu czekać na ich uprawomocnienie i dopiero wtedy starać się o PnB; albo najpierw uzyskać PnB, a potem - już równolegle z budową domu - przenieść je z mojego męża na męża i mnie. Oczywiście, żeby nie tracić czasu i nie wstrzymywać rozpoczęcia budowy, wybraliśmy opcję nr 2. A 28.11.2018 dostaliśmy pismo, że PnB jest przeniesione na nas oboje, dzięki czemu stałam się pełnoprawną inwestorką:)

 

Kolejnym ważnym wydarzeniem było złożenie przeze mnie wczoraj papierów o warunki techniczne przyłączy - prądu, gazu, wodociągów i kanalizacji. Najbardziej zależy mi na gazie. Mój, dosyć chyba napięty, harmonogram prac przewiduje układanie podłogówki w maju. Więc pewnie wtedy już trzeba mieć gaz, żeby móc tą podłogówkę włączyć i sprawdzić:) Ale prąd też by się już przydał do prac wykończeniowych, żeby nie musieć ciągnąć ciągle kabla od sąsiada. Zwłaszcza że żadnego sąsiada nie mamy tuż za granicą działki i kawałek ten kabel się ciągnie:)

Teraz chcemy z mężem na weekendzie na spokojnie rozplanować instalację elektryczną, gazową, kanalizację itd, i powysyłać to do specjalistów na wyceny:) Zobaczymy ile sobie policzą i czy nasze szacunki znajdą potwierdzenie w rzeczywistości.

Na zdjęciach widać fundament w trakcie izolacji, a później już skończony (od frontu, tyłu i obu boków). Kolejne dwa zdjęcia pokazują pogrom, jaki Pan Koparka zostawił na naszej działce po skończonej pracy. Oczywiście wykonawca ma to jakoś wyrównać, kiedy pogoda pozwoli (złapie jakiś mróz).

Ostatnie zdjęcie to słońce zachodzące nad naszym fundamentem, o jakże późnej godzinie 14:30 6.12.2018:)

 

White
White
White
White
White
White
White
White
Dodaj komentarz

Ochrona nieskończonych fundamentów przed większym mrozem

26 listopada wykonawca zaszalował pod wieniec, po godz. 13 miał być wylany beton. Pogoda niestety nie rozpieszcza. Przymrozki, wiatr, deszcz…

Widać już jednak końcową wysokość fundamentu, i nawet od strony tarasu nie wyszło to źle:)

Niestety nie udało się jeszcze skończyć całkiem fundamentów. Zapowiadane są większe mrozy na koniec tego tygodnia, do -13 nawet w nocy. Nasz wykonawca miał długą dyskusję z kierownikiem budowy i zdecydowali, że izolowanie fundamentu na 2 dni przed większym mrozem jest ryzykowne. Może nie wyschnąć i nie zdążą zasypać go piaskiem. Dlatego wczoraj (27 listopada) obłożyli nasz fundament styrodurem i przykryli folią. Tak ma przeczekać te większe mrozy. Za tydzień, wg zapowiedzi pogody, ma być znowu lepsza pogoda (dodatnie temperatury w dzień nawet), to wtedy go zaizolują i zasypią.

Plan jest taki, by po tych mrozach fundament zaizolować i zasypać piaskiem. Po Nowym Roku, w połowie stycznia - jeśli pogoda pozwoli - mają wylać chudziak i położyć kanalizację. A potem będziemy pewnie kontynuować i stawiać ściany i dach:)

Jeśli dobrze pójdzie wszystko (chociaż już się przekonaliśmy jak częste i nie do uniknięcia są różne poślizgi czasowe), to do września 2019 roku mielibyśmy zrobioną deweloperkę. Zobaczymy czy się uda:)

Na zdjęciach fundament zaszalowany pod wieniec oraz przykryty na mrozy.

White
White
White
White
White
Dodaj komentarz

Decyzje, decyzje. Tym razem OKNA.

Do 14.12.2018 roku trwa w Oknoplaście promocja zimowa okien. No i zaczęliśmy się z mężem zastanawiać, czy by przypadkiem nie kupić ich wcześniej:)

    Poprosiliśmy o wyceny dwóch rodzajów okien: Pixel i Winegretic Premium. I wychodzi na to, że okno dużo lepsze kosztuje w trakcie trwania tej promocji w zasadzie tyle samo co to tańsze.

    Całościowa wycena okien do naszego domu wygląda następująco:

Okna Pixel:

https://oknoplast.com.pl/okna/pixel/

Uw tych okien oscyluje w kilku przypadkach koło 1,0. Może być problem ze zmieszczeniem się w normach dla Uw na rok 2020 (mężowi na tym bardzo zależy). Chcielibyśmy, by każde okno miało Uw < 0,9.

Koszt całości wyceniony na niecałe 20 500 zł (kolor Złoty Dąb dwustronny)

 

Okna Winergetic Premium:

https://oknoplast.com.pl/okna/winergetic-premium/

Uw tych okien zdecydowanie jest poniżej 0,9 w każdym przypadku, nawet najmniejszych okienek. Mamy też Uw = 0,69, itp.

Koszt całości wyceniony na niecałe 21 500 zł (kolor Złoty Dąb dwustronny).

 

W zasadzie, w trakcie trwania tej promocji, kupno okien Pixel nie ma najmniejszego sensu. Zastanawiamy się teraz, czy kupować okna już, czy też czekać do wiosny. Wtedy będziemy już mieć otwory okienne, ale w cenie obecnej Winergetic Premium kupimy zapewne już tylko Pixel.

Mamy jeszcze wycenę okien MSline+:

http://www.ms.pl/produkty/okna_msline

Uw zbliżone do okien Winergetic Premium, jednak jedno okno (najmniejsze, z kotłowni) ma Uw = 0,96.

Koszt całości wyceniony na 17 100 zł (kolor Złoty Dąb dwustronny).

 

    Teraz musimy się zdecydować, które z tych okien wybrać. Winergetic Premium czy trochę tańsze (ale chyba mnie nie przekonujące do końca) MSline+


 

Dodatkowo do okien chcemy dokupić “szczelny montaż”, przy użyciu folii paroizolacyjnych i paroprzepuszczalnych. W obu przypadkach są stosowane folie firmy Soudal. Koszt w obu wycenach jest podobny.

 

Natomiast elementy “ciepłego montażu”, tzw. termoparapety, mnie nie do końca przekonują.

Przedstawiciel Oknoplastu namawia nas jeszcze na klinaryt pod okna tarasowe/balkonowe (wysokość 10 cm). Mówił, że zamiast klinarytu “można zastosować poszerzenia PCV pod okna”. Muszę o obu tych rozwiązaniach poczytać i doinformować się, bo nie mówi mi to zbyt wiele:)

 

Kolejnym zagadnieniem jest zakup okien, zanim będziemy mieć otwory okienne:) Przedstawiciel Oknoplastu i nasz wykonawca są zgodni, że jak najbardziej możemy tak zrobić. Potem po prostu ściany będą musiały być solidnie i dokładnie zrobione. Pomiarowiec Oknoplastu przyjeżdża na budowę i ustala wszystko z wykonawcą, by mieć pewność że okna będą pasować do otworów okiennych. Wykonawca stwierdził, że jemu nie robi różnicy czy najpierw postawimy mury i potem kupimy okna, czy też najpierw kupimy okna a potem postawimy mury. A jak na razie nie dał nam żadnego powodu by mu nie zaufać, a wiele, że jak najbardziej wie co robi.

Jednak przedstawiciel MS powiedział, że oni nigdy tak nie sprzedają okien, bo potem “koszt dostosowania murów do okien jest bardzo duży”.

Obawiam się jednak, że po nowym roku nie będziemy mieli okazji kupić okien Winergetic Premium w cenie okien Pixel. Dlatego skłaniamy się z mężem do zakupu okien już teraz. Zobaczymy co z tego wyjdzie:)

 

Zdjęcia fundamentów z dnia 23.11.2018 roku. Są już w zasadzie wymurowane, dzisiaj mają zacząć szalowanie pod wieniec. Wysokość fundamentów - jak dla mnie i po poprzednich przejściach - wyszła całkiem fajna:)

Niestety wieniec mieli wylewać w przyszłym tygodniu, a prognozy zapowiadają -8 stopni:( I pewnie będziemy musieli czekać na okienko pogodowe jakieś. Ale do następnego tygodnia jeszcze kilka dni, może się sytuacja poprawi i będzie cieplej:)

White
White
White
White
Dodaj komentarz

Co dalej, czy budować ściany w styczniu/lutym?

Po rozmowie z naszym wykonawcą, coraz bardziej zaczęłam się zastanawiać nad kontynuowaniem budowy po nowym roku. Już wcześniej o tym myślałam, ale tak bardziej nieśmiało. Wystarczająco ciężko było przekonać męża, że połowa listopada to dobra pora by zacząć kopać fundamenty:)

    Jednak apetyt faktycznie rośnie w miarę jedzenia. Teraz coraz mocniej kusi, by nie czekać do wiosny, tylko około 15 stycznia kontynuować i murować ściany nośne. Oczywiście byłoby to zależne od pogody. Wykonawca mówił, że od kilku lat w zasadzie zimy pozwalają na budowę przez cały rok, oczywiście budowę wykonywaną z głową i rozsądkiem. A myśl, że około 15 marca moglibyśmy mieć dom przykryty dachem kusi, oj kusi… Zwłaszcza że wstępne plany zakładały 15 marca 2019 na dzień, gdy zaczniemy robić fundamenty… A my moglibyśmy już się zabierać za wstawianie okien...

    Tylko jak przekonać męża, żeby nie panikował? :)

 

    Tymczasem fundamenty “się murują”. Pytałam tych co murują, to mówili że “ta wysokość co jest tam na rogach to już tyle”. Po tych wszystkich problemach z za wysokim punktem zero, nie wygląda to źle. Do ich wysokości ma dojść jeszcze wieniec, ale moim zdaniem i tak fajnie się nam to wszystko układa.

Niestety wykonawca nasz mówił, że troszkę się przedłuża praca i na weekend nie zdążą zalać wieńca. A szkoda bo miały być 2-3 dni samych dodatnich temperatur. Po weekendzie mają być przymrozki. Wtedy będziemy musieli czekać na “okienko na plus” :(

 

    Zdjęcia fundamentów z dnia 21.11.2018 roku:

 

White
White
White
White
Dodaj komentarz

Fundamenty w górę, fundamenty w dół

16 listopada (piątek) ok. godziny 11 rano, zaczęli wylewać beton w fundamenty. Razem z mężem wyrwaliśmy się z pracy i pojechaliśmy to zobaczyć i zrobić kilka zdjęć na pamiątkę. Pogoda nie rozpieszczała, ale mrozów nie było.

    Tego samego dnia, tylko po południu, okazało się, że nie da się obniżyć fundamentów o 50cm, bo byłyby za płytkie pod garażem. Można obniżyć max 30-40 cm. Przez weekend robotnicy mają ewentualnie zacząć tylko początek murować z bloczków cementowych, a my, wykonawca i kierownik budowy będziemy myśleć co jeszcze można zrobić, żeby dom bardziej obniżyć.

 

    W sobotę 17 listopada pojechaliśmy z mężem na działkę, żeby sobie porobić zdjęcia na spokojnie. Okazało się jednak, że robotnicy i tak tam byli i przygotowywali sobie wszystko do murowania fundamentów. Mieli zacząć murować, jednak nie mieli wody. Wodę użyczyć nam miał sąsiad, który jednak znajduje się z 60 metrów dalej i niżej. No i wodę ma ze studni, pompa nie dała rady jej na taką odległość i pod górę naciągnąć. Robota więc została odłożona do poniedziałku.

    Na następny weekend zapowiadają ładną pogodę, bez przymrozków. Chcielibyśmy, żeby do tej pory fundamenty były już wymurowane, żeby można było je ocieplić. Zobaczymy czy się uda:)

    W poniedziałek rano (19 listopada) mąż załatwił wodę od drugiego sąsiada. On tam jeszcze nie mieszka (wykańcza swój dom), więc musiał przyjechać żeby wodę odkręcić. Wykonawcy napełnili sobie zbiornik i sąsiad musiał przyjechać, żeby wodę zakręcić. Pracownicy firmy “Dobry Dom” mogą zacząć murować fundamenty. Byle nie za wysoko, bo wciąż nie ustaliliśmy co z tymi nieszczęsnymi fundamentami robimy:)

Chyba zaczniemy już załatwiać papiery, żeby na wiosnę mieć prąd i wodę. Dużo to uprości.

 

    20 listopada rano mąż spotkał się z wykonawcą i kierownikiem budowy. Mnie się nie udało, ze względu na naszą małą córeczkę. Jednak decyzje, które podjęli (i które mąż skonsultował ze mna telefonicznie) mi odpowiadają. Fundamenty zostaną obniżone o 40 cm. Znamy więc już punkt zero naszego domu - 320,30 m n.p.m.:) Dodatkowo, dom w stosunku do garażu zostanie obniżony o wysokość jednego schodka do garażu - 17,5cm. Żeby dach został w tym samym miejscu, to ścianka kolankowa zostanie podniesiona o tą samą wysokość - 17,5cm.

W efekcie będę miała to co chciałam - cały dom, łącznie z garażem, trochę niżej; jeden schodek mniej z domu do garażu; podniesioną na wysokość ponad 1,2m ściankę kolankową.

Jedyny minus to to, że dojdzie nam jeden schodek z pokoju nad garażem na spocznik schodów. Wykonawca i kierownik budowy mają spróbować go jakoś zniwelować, ale wydaje mi się, że nie uda im się to, bo schody na piętro w tym domu i tak są takie “na styk”, żeby były w miarę wygodne.

 

White
White
Dodaj komentarz

Fundamenty

15 listopada (dzień po wytyczeniu domu), przy brzydszej już niestety pogodzie, koparka zaczęła kopać fundamenty. Rano zadzwonił do mnie mąż, że jest na działce z wykonawcą i kierownikiem i “jest problem”. Otóż, tył domu będzie na wysokości ponad 2 metrów, a koniec tarasu - prawie 3 metrów. Tak mniej więcej pół metra (raczej więcej niż mniej). No i mąż już w panice i załamany.

    Przyjechałam na działkę, i po zażartych dyskusjach stanęło na tym co na początku. Dom będzie dosyć wysoko, bo droga przed naszą działką jest dosyć wysoko. Architekt punkt zero także dała więc “dosyć wysoko”. Z tyłu będzie konkretna skarpa. Ale to akurat mi nie przeszkadza, bo mnie się te skarpy, porośnięte krzewami, bardzo podobają. Na naszej działce ze spadkiem, otoczonej malutkimi wzgórzami i z widokiem na zalesione wzgórze, taka skarpa doda tylko charakteru domkowi:)

    Wykonawca jest mniej zadowolony z tak wysokiej tylnej ściany fundamentu, no ale trudno. Nie przeskoczymy tego.

Doskonale to podsumował nasz kierownik budowy: “Będziecie mogli z domu na nartach jeździć”:)

 

W każdym bądź razie, mimo trochę gorszej pogody, koparka już wykopała fundamenty. Z powodu ich wysokości, całość ma być gotowa za około 2 tygodnie dopiero. W następnym tygodniu mają być lekkie przymrozki, ale myślę że nie będzie źle. Wielkich mrozów na razie nie zapowiadają. A fundamenty na zimę gotowe pozwolą nam na wiosnę zyskać trochę czasu:)

 

Niestety podjazd z gruzu, który mąż tak pieczołowicie przygotował, nie przetrwał próby ogniowej. Już pierwsza ciężarówka transportująca materiały na fundamenty wjechała na działkę, ale nie wyjechała. A raczej wyjechała częściowo - tył wydostał się z działki na drogę, ale przód już nie:) Utknęła w rowie:) Z tego wniosek że tak starannie przygotowany rów trzeba jednak na razie zasypać.

Ziemia przez nas wcześniej przywieziona i rozsypana przez koparkę chyba niepotrzebnie była rozsypywana. Z powodu wąskiej działki i dużej różnicy wysokości, nie będzie jak już w tym roku dowieźć ziemię na przysypanie fundamentów. Ma je przysypać koparka tą naszą, rozsypana już wcześniej, ziemią…:)

 

Tego samego dnia, gdy koparka kopała fundamenty, po południu, pojechaliśmy z mężem na działkę jeszcze raz. Ponownie zmierzyliśmy wysokości, pooglądaliśmy sytuację i w końcu, po moich namowach, mąż zgodził się, by obniżyć fundamenty. Obniżamy je o ok 50cm!. W ten sposób będzie spadek w stronę domu, ale na przodzie działki damy solidny rów, a na podjeździe dreny. Wg mnie dzięki temu nie będzie problemu z wodą, a nie będziemy też mieć wielkiej skarpy od frontu. Wniosek na przyszłość: jeśli działka ma spadek, może warto zastanowić się nad projektem, który nie ma domu wyżej o 60cm niż garaż - pozwoli to chociaż trochę zminimalizować skarpę:)

Wszyscy proponowali nam też, by z tyłu domu zrobić piwnicę. Zastanawialiśmy się nad tym, ale jest to wydatek dodatkowy, nie uwzględniony przez nas wcześniej. Z tego powodu zdecydowaliśmy się nie robić piwnicy - chcemy w miarę trzymać się zaplanowanych kosztów, żeby potem nie popłynąć z kredytem…

 

White
White
Dodaj komentarz

Droga przez mękę, od kupna działki do wytyczenia domu

Razem z mężem, zdecydowaliśmy się budować dom dla siebie. Jako, że jest to przedsięwzięcie bardzo duże, postanowiłam prowadzić dziennik budowy. Będzie swoistą pamiątką dla nas, do wspominania na stare lata. Będzie też - być może - przydatny dla innych osób, które noszą się z zamiarem budowy domu. Ja przeczytałam każdy dziennik budowy domu, który chcemy budować(także w innych wariacjach), jaki udało mi się znaleźć i korzystałam z zawartej w nich wiedzy:) A więc zaczynam spisywać naszą historię. Mam nadzieję, że kończyć się będzie szczęśliwie:)

 

Po wielu dyskusjach zdecydowaliśmy z mężem, że czas iść na swoje. W bloku mieszkać nie chcemy, zostaje więc dom. Przez długi czas (dwa lata) oglądaliśmy mnóstwo domów w necie oraz - już trochę mniej - w rzeczywistości. Jednak w końcu doszliśmy do wniosku, że nie uda nam się kupić gotowego domu. Po prostu nie znajdziemy czegoś co by nam odpowiadało, na działce, która by nam odpowiadała, za cenę, na którą byłoby nas stać (oczywiście i tak z kredytem:(). Dlatego też, nie przestając poszukiwać domu idealnego, zaczęliśmy oglądać także działki.

    W końcu, po wielu miesiącach, udało się. W lipcu 2018 roku znalazłam na internecie ofertę sprzedaży działki, prawie 11 arów, tuż pod granicą miasta. To było dla nas ważne, mąż koniecznie chciał działkę blisko miasta, pracy, sklepów itd. Ja natomiast koniecznie chciałam działkę “nie wciśniętą” pomiędzy zabudowę. Chciałam mieć wrażenie przestrzeni i jakiś widok, a nie sąsiednie domy po 8 metrów z każdej strony. Oczywiście nasz fundusz zakupowy na działkę był dosyć ograniczony:( co znacznie utrudniało znalezienie takiej, która spełniałaby nasze kryteria.

Działka na zdjęciach nie wyglądała na zachęcającą, jednak pojechaliśmy ją zobaczyć. Już gdy wysiadałam z auta wiedziałam, że to ta:) Mąż nie był do końca pewien, ja jednak byłam zdecydowana. Tym sposobem, 30.08.2018 roku, staliśmy się posiadaczami prawie 11 arów ziemi:) Na pierwszym zdjęciu widać,  jak nasza działeczką wtedy wyglądała. Nie była - i dalej nie jest - idealna, zdajemy sobie z tego sprawę. Jednak, nam zdecydowanie odpowiada:)

 

Po kupnie działki, postanowiliśmy zniwelować trochę spadek, na jej “dalszej połowie”. Przywieziono nam 17 wywrotek ziemi, po 18 kubików każda. Na zdjęciu 2 upamiętniliśmy te 17 wysepek ziemi.

Już tydzień później, 14.08.2018 roku, Pan Koparka nam tą ziemię rozrzucił po “dalszej połowie działki”.  Później mąż jeszcze zdobył 3,5 tony gruzu, które rozłożył na “podjazd”. By się robotnicy nie zakopywali na wiosnę, gdy będą budować. Widać to na zdjęciu nr 3.

 

Równolegle z “przygotowywaniem działki”, rozpoczęliśmy starania o Pozwolenie na Budowę. Przede wszystkim, wybraliśmy projekt. Zdecydowaliśmy się na Dom w Morelach N (ver.2) pracowni Archon:

https://www.archon.pl/projekty-domow/projekt-dom-w-morelach-n-ver-2-m95a1f6e528ef4?gclid=CjwKCAiArK_fBRABEiwA0gOOcwCCvjQo5HQETrZzTfTvixEm2M4YMi8nJg05wVPvaFbeXr2ENnBacRoCrwQQAvD_BwE

 

Projekt nie jest idealny, ma swoje wady, ale ma też swój urok. No i oglądaliśmy ten dom już wybudowany, co wg mnie ma duże znaczenie - mamy realne pojęcie o jego pomieszczeniach, a nie bazujemy tylko na tym, co na papierze.

Nasza działka jest jednak dosyć wąska i jeszcze się zwęża, dlatego przed zakupem upewnialiśmy się, czy domek w ogóle wejdzie. Konieczna była adaptacja - garaż nie będzie miał okna tylko luksferę, a pokój nad garażem zamiast wielkiego bocznego okna będzie miał dwa dodatkowe okna dachowe (i nie będzie miał garderoby). Tej zmiany trochę mi szkoda, ale niestety była konieczna. Poza tym zdecydowaliśmy się wydłużyć salon z jadalnią i pokoje nad salonem o 0,8 metra, dzięki czemu powinny być one przestronniejsze.

 

Wybraliśmy architekt adaptującą projekt. Przeszliśmy kolejne schody w drodze po mityczne i owiane legendami PnB: przepisanie na nas Warunków Zabudowy (bo oryginalne były wystawione na sprzedającego działkę), przybicie pieczątki “Ostateczność” na WZ, mapa do celów projektowych, odrolnienie niecałych 5 arów, poprawienie WZ, bo w jednym punkcie był wpisany zły numer działki, przybicie pieczątki “Ostateczność” na potwierdzeniu poprawienia WZ... W końcu otrzymaliśmy PnB.

 

W międzyczasie zaczęliśmy zastanawiać się nad tym, kto nam wybuduje fundamenty, ściany i dach - czyli to, co wg mnie jest najważniejsze w całym domu. Zdecydowaliśmy, że do tych trzech podstawowych elementów chcemy wziąć jedną, solidną firmę. I tak, 13.10.2018 roku, podpisaliśmy z naszym “generalnym wykonawcą” umowę na budowę do stanu surowego otwartego. Budowę mieliśmy zacząć na wiosnę 2019 roku. Jednak pogoda jeszcze teraz, w listopadzie, przekonała nas, by fundamenty zrobić w tym roku. Dzięki temu na wiosnę będziemy trochę do przodu.

Ja liczę na to, że Boże Narodzenie 2019 spędzimy już w swoim domku. Mąż uważa, że to zbyt optymistyczne podejście, i że budowa zajmie nam półtora roku. Zobaczymy, kto miał rację - mam nadzieję, że ja:)

W każdym bądź razie, nasz generalny wykonawca i kierownik budowy zgodzili się z nami, że fundamenty przy obecnej pogodzie spokojnie można robić:) Oby tylko pogoda się teraz nie zepsuła za bardzo:)

 

Tym sposobem, 13.11.2018 roku na działce postawiono kibelek. A dzisiaj, 14.11.2018 roku, dom został wytyczony. Zdjęcie nr 4 przedstawia nasz domek, gdy był jeszcze w trakcie "tyczenia".

Jutro ma przyjechać koparka. A w piątek mają lać beton:) Już się nie mogę tego doczekać:)

White
White
White
White
Dodaj komentarz

Nowe wpisy na blogach

White

Dołącz do Newslettera ARCHON+

Otrzymuj na bieżąco informacje o nowościach projektowych, wyjątkowych wnętrzach, inspirujących realizacjach oraz atrakcyjnych promocjach.

Messenger  Czat z Doradcą
 12 37 21 900

Dzień dobry,

Niestety nie ma nas teraz w biurze. Czy chcesz, abyśmy do Ciebie oddzwonili w wybranym przez Ciebie terminie?