W ostatnim tygodniu w domu obijały się o siebie dwie ekipy - płytkarzy i tynkarzy. Do tego mąż robił różne poprawki, montował parapety itp.

Niestety, nic tak naprawdę nie jest skończone.

Sufity podwieszane już w zasadzie gotowe, dzisiaj i jutro mają być czyszczone.

Płytki w łazience na poddaszu już prawie wszystkie położone, ale jednak jeszcze nie skończone.

Mąż założył parapet w łazience na poddaszu i u mnie w gabinecie. Ale w gabinecie “jeszcze nie skończone”. Został mu jeszcze jeden, w kotłowni.

W sobotę mąż zagruntował pod malowanie w zasadzie cały parter. Bardzo szybko mu to szło. Ale poddasza nie może gruntować, dopóki tynki na sufitach nie będą skończone i wyczyszczone. Dopiero wtedy możemy odkurzyć i gruntować.

 

Elewacja ma poślizg i mają zacząć 18 września. Nie wierzę już, że do końca miesiąca skończą:(

12.09 mają zamontować bramę garażową. Drzwi wejściowe też mają być przed elewacją, żeby mogli szpalety zrobić.

Podjazd ma być robiony w październiku. Żebyśmy po zamieszkaniu, na jesień, nie utopili się i my i nasze auto pod domem:)

Stolarz od mebli kuchennych, zapytany czy na koniec września zrobi meble, powiedział “ten temat jest możliwy”, więc pewnie nie zrobi na czas...

 

“Prawie gotowe” jest też ogrodzenie tymczasowe - potrzebne, by można było bezpiecznie wypuścić na fragment ogrodu dziecko czy psa:)

Mamy już wbite słupki (koszt 70zł), musimy tylko dokupić siatkę i zamocować.

W temacie ogrodzenia nie możemy z mężem dojść do zgody:) Ja chciałabym po prostu ogrodzić 3 strony działki (oprócz frontu) siatką na metalowych słupkach i to potem wszystko obsadzić jakimiś roślinami. Mąż nalega na lepsze, ładniejsze ogrodzenie z takimi gotowymi podmurówkami. Nie pamiętam jak to się nazywa. Twierdzi że te 3 boki w sumie (robocizna i materiał) będą kosztować 20 000. Ja nie wierzę, że tyle starczy, bo tam jest dobrze ponad 130 mb ogrodzenia do zrobienia.

 

Dzisiaj, 9 września, przyjechał malarz. Mówił, że malowanie całego domu szacuje na około 10 dni, czyli dwa tygodnie. Z naszym szczęściem ostatnio - dobrze będzie jak do końca miesiąca się uda:)

Z plusów takiego opóźnienia - nie ma już aż tak wysokich temperatur. Nie ma ponad 30 stopni, a jest po 24-25 w dzień. Więc farby będą sobie normalnie schły:)

 

W następny poniedziałek zaczynam urlop i będę kłaść panele. Zacznę od gabinetu, żeby poćwiczyć i potem już salon. Liczę na to, że zanim skończę parter, poddasze będzie już pomalowane. Jeżeli nie, to jeden dzień urlopu przeznaczę na zakupy - lampy i meble.

 

Ogólnie, idzie wszystko do przodu. Powoli, bo powoli ale jednak do przodu. Ale mamy już dość. Codziennie mąż prosto z pracy jechał na działkę, żeby coś podgonić. Wracał po 19. Córeczka mało ojca widziała, a w samą niedzielę niewiele nadrobią. Chyba 3 noce w ciągu tygodnia też spędził na budowie, szlifując dalej ściany (uparł się na to), robiąc jakieś poprawki. Przygotowując dom do malowania. I wracał o 2-3 nad ranem, a rano do pracy oboje… Jesteśmy już po prostu zmęczeni. A jednak nie możemy odpocząć bo musimy się przeprowadzić jak tylko dom zostanie odebrany. Tak szybko, jak się da.

 

Pocieszamy się tym, że już niedługo i będziemy u siebie i będziemy żyć normalnie, jak zwykła rodzina. W końcu:) Odpoczniemy, odstresujemy się, będziemy się delektować jadalnią i kuchnią na tym samym poziomie co salon. I w końcu będziemy żyć po naszemu, na naszych zasadach i tak jak my chcemy:) 

 

White
White
White
White
White
White
White

Komentarze

Default avatar
Napisany przez Mat
#1
Dziwię się Wam naprawdę, że po takich akcjach ze stolarzem chce Wam się jeszcze bawić w kuchnię na zamówienie. Przecież to aż śmierdzi na kilometr długim opóźnieniem i aż krzyczy do Was, żebyście się zastanowili. Ja zdecydowałem się na kuchnię z IKEA z kilku względów. Sam posiadam takową od 10 lat i nic się z nią złego nie dzieje. Wybór frontów, szerokości, szafek, konfiguracji jest naprawdę ogromny. Zresztą, są fronty i są "fronty". Nie bez powodu niektóre kosztują 200 zł, a inne 500.
Default avatar
Napisany przez Morelki N (ver. 2)
#2
Ja bym wzięła kuchnię Ikea, gdyby mieli szafki narożne pod zldw. Takie ze scinanym frontem szafki. Niestety, nie mają:( Ten stolarz robił meble kuchenne u kolegi, wszystko było na czas i zgodnie z ustaleniami. Może i u nas tak będzie:) Cenowo, jeżeli w Ikea montowaliby ich specjaliści, wyszloby podobnie. Natomiast o fronty najmniej się martwię. Jak za kilka lat będą do wymiany, to bedzie powód by odświeżyć kuchnię. A same fronty nie będą potem kosztować majątku:)
Default avatar
Napisany przez Mat
#3
Jeżeli brak szafki narożnej pod zlew jest jedynym dylematem, to naprawdę wolałbym zmienić koncepcję zlewu niż zmienić koncepcję kuchni z IKEA na stolarza. Ale to moje podejście, po prostu mało wierzę ludziom i tzw. fachowcom po tym jak miałem kilkanaście "sprawdzonych i świetnych" ekip na budowie. Kilka z nich okazało się eufemistycznie ujmując "średnio świetnych". Pozdrawiam
Default avatar
Napisany przez Morelki N (ver. 2)
#4
Właśnie z takich wypowiedzi odnoszę wrażenie, że nam się i tak udało z wykonawcami:) Co do kuchni, to swego czasu dużo godzin spędziłam z Ikea Kitchen Planner (swoją drogą to świetny programik). Ale jednak układ z narożnym zlewem za bardzo mi się podobał, by z tego zrezygnować:)

Dodaj komentarz

Ostatnio dodane wpisy

Dołącz do Newslettera ARCHON+

Otrzymuj na bieżąco informacje o nowościach projektowych, wyjątkowych wnętrzach, inspirujących realizacjach oraz atrakcyjnych promocjach.

Messenger Czat z Doradcą
 12 37 21 900

Dzień dobry,

Niestety nie ma nas teraz w biurze. Czy chcesz, abyśmy do Ciebie oddzwonili w wybranym przez Ciebie terminie?