W końcu, po kilku falstartach, 14 czerwca udało mi się spotkać z polecanym stolarzem, specjalizującym się w meblach kuchennych.

Rozmawiałam z nim, zwrócił mi uwagę na kilka “klasycznych, popełnianych chyba przez wszystkich” błędów hydraulicznych. Np. przyłącze do zmywarki hydraulik zrobił dokładnie tam, gdzie mu pokazałam, że “będzie zmywarka”. A wg stolarza, to jest źle, ponieważ zmywarka musi przylegać do ściany. Przyłącz w tym miejscu oznacza, że będzie ona odsunięta od tej nieszczęsnej ściany o ok 10 cm. To z kolei oznacza, że będzie wystawać spod blatu, łamać linię zabudowy, itd. Ewentualnie może być przesunięta obok przyłącza - ale to niszczy cały mój, skrupulatnie zaplanowany, rozkład kuchni. Tak więc, przyłącz wody do zmywarki musi być przesunięty obok miejsca na zmywarkę. Wtedy stolarz w sąsiedniej szafeczce zrobi eleganckie drzwiczki, dzięki którym będzie łatwy dostęp do zaworu wody. Oby nigdy nie był potrzebny, aaaale…:)

Ta sama sytuacja ma miejsce chociażby w łazience na poddaszu, w miejscu gdzie ma stać pralka i suszarka (w słupku).

Rozmawiałam już z hydraulikiem odnośnie poprawienia tych rzeczy. Powiedział, że nie ma sprawy, ale zrobi to jak już będzie położony styropian. Trochę mnie to zdziwiło, no ale dobra. Daję mu kredyt zaufania, zobaczymy co z tego wyjdzie:)

 

Wracając do stolarza - bardzo sympatyczny, konkretny, normalny facet. Dało się z nim normalnie porozmawiać. Niestety kilku innych, poleconych!!, stolarzy, skreśliłam już, ponieważ nie dało się z nimi nawet porozmawiać. Zachowywali się, jakby robili łaskę, że za zapłatę wykonają - bądź co bądź - swoją pracę…

 

W każdym bądź razie, tydzień później dostałam już wyceny. Kuchnia ze zlewem narożnym, według mojego projektu (dzięki Ikea Online Planner). Ceny porównuję z tymi wyliczonymi przez Ikea, wliczając oświetlenie ledowe całego blatu oraz światełko w każdej szufladzie i szafkach narożnych (bo z tym wliczonym podał mi wycenę stolarz).

 

W Ikei wygląda to tak:

10500 zł (koszt mebli) + 460 zł (transport) + 1600 zł (montaż) + 50 zł za montaż każdego AGD zakupionego u nich/ +100 zł za montaż każdego AGD kupionego gdzie indziej.

Zakładając, że AGD podłączymy sami, otrzymujemy kwotę 12 560 zł za meble kuchenne.

Możemy zaoszczędzić, biorąc dostawę do Punktu Odbioru Towaru (za 29 zł) i do domu przewożąc te paczki przyczepką (co oznacza pewnie więcej niż jeden kurs). Kolejna, znaczna oszczędność, to samodzielny montaż. Po wnikliwej analizie:) doszłam do wniosku, że montaż mebli z Ikei to rzecz prosta, ale czasochłonna. Podobno to minimum 2 pełne dniówki dla dwóch osób.

No i największa wada - Ikea nie ma szafek narożnych ze ścinanym frontem. Tu by trzeba kombinować, tą szafkę dorabiać jakoś dodatkowo. To oznacza dodatkowe koszty i zapewne stratę czasu.

Plusy - w promocji dostalibyśmy bon na bodajże 1200 zł na kolejne zakupy (np szafkę pod umywalkę). No i 25 letnia gwarancja.

 

U stolarza:

Wycena porównywalna jakościowo (chyba) z Ikea - fronty z płyty:

11800 zł + 800 zł (dopłata za szuflady Bluma, bo w podstawowej wycenie są jakieś GTV) = 12600 zł.

Kwota w zasadzie ta sama co w Ikea, w tym transport, montaż mebli oraz montaż całego sprzętu AGD, okapu itd wliczony już.

Minusy - zdecydowanie nie ma 25 lat gwarancji:)

Plusy - szafka pod zlew narożny taka jak chcę, przycinaniem mebli żeby weszły będzie się martwił ktoś a nie my, dokładny pomiar blatu, żeby był parapetem też na czyjejś głowie, itd.:)

 

Po tej, jakże wnikliwej, analizie, oraz po potwierdzeniu u stolarza, że na wrzesień meble będą gotowe, zdecydowałam się na meble “na wymiar”. Po prostu, w naszym przypadku, Ikea się jednak nie opłaca.

 

Jednakże, po zdecydowaniu się na stolarza, pojawił się kolejny dylemat. Otóż zaproponował on drugi próg cenowy, z frontami lakierowanymi:

13600 zł + 800 zł (dopłata za Bluma) + 600 zł (dopłata za połysk szafek otwartych, żeby pasowały do lakierowanych, błyszczących frontów) = 15000 zł. Czyli już dosyć duża kwota (planowałam wydać 10 000 na meble kuchenne:().

Jednak, z tego co czytałam, fronty lakierowane są zdecydowanie trwalsze niż z okleiną.

Ich wadą jest jednak to, że łatwo się rysują. I jak mnie kilka rys na pewno nie będzie przeszkadzać, tak męża może już irytować.

 

Stolarz zaproponował też trzeci próg cenowy - meble z akrylowymi frontami. One podobno mają wszystkie zalety lakierowanych frontów, a nie mają ich wady - są odporne na zarysowania.

Jednakże tu cena plasuje się tak:

15000 zł + 800 zł (dopłata za Bluma) + 600 zł (dopłata za połysk szafek otwartych, żeby pasowały do błyszczących frontów) = 16400 zł.

Czyli kwota jeszcze wyższa.

Czytałam też, że akrylowe fronty mogą mieć różny kolor frontu i jego boków, a mnie zależy na frontach drewnopodobnych. Więc nie wiem czy nie będzie się to rzucać w oczy?

 

Planuję spotkać się ze stolarzem na ostateczny pomiar (po wylewkach), potwierdzenie szafek, blatu i dobranie kolorystyki i wtedy przyjrzeć się próbkom frontów lakierowanych i akrylowych.

 

W każdym bądź razie, teraz rozważamy te 3 opcje cenowe. Na którąś musimy się zdecydować, żeby stolarz mógł zacząć zamawiać materiały jak tylko będą wylewki:)

Decyzja trudna, bo planowałam wydać na meble 10000, na oświetlenie dodatkowe max 2000. Więc najbliższa tej kwocie jest wycena pierwsza, bez lakieru. Mąż jednak chciałby mieć te fronty lakierowane. Ale znowu jak mamy brać lakierowane za 15000, to czy nie lepiej dopłacić te 1400 zł (bo przecież przy 15000 to już nie jest dużo) i mieć wytrzymalsze niż lakierowane? Ale znowu - to już ponad 16000, więc dużo trochę… i kółko się zamyka...

 

Zastanawiam się też, czy to oświetlenie każdej szuflady ma sens? Upieram się przy tym, a może niepotrzebne to jest, taki bajer tylko, a winduje cenę? To kolejna kwestia do przemyślenia/ przeczytania/ obejrzenia:)


 

Ze spotkanie ze stolarzem wyszła jeszcze jedna korzyść - dał mi numer do swojego kolegi, zajmującego się okładzinami schodów. W zasadzie, na wiadomość, że mój kolega już z tym panem rozmawiał o wykończeniu schodów i usłyszał jako najszybszy termin styczeń-luty 2020 roku, a dla mnie to o dobre kilka miesięcy za późno, stolarz sam do kolegi zadzwonił. I przekonał go, by nas wcisnął na wcześniej (wrzesień):)

 

Pan od schodów przyjechał na wstępny pomiar i wycenę następnego dnia, w sobotę. Jego żona i dziecko poczekali w aucie, gdy on szybko obejrzał schody, pomierzył, porozmawiał z nami co byśmy chcieli, pokazał na tablecie kilka przez siebie wykonanych schodów i pojechał:) Tydzień później miałam wycenę: stopnie dębowe (zbliżone kolorem do paneli podłogowych) + fronty schodków (nie wiem jak sie to nazywa) z lacobelu lub płyty mdf (to chcę białe) + deska jako poręcz na ścianie między schodami a salonem + poręcz z rurkami biegnącymi równolegle do schodów wyżej: 9200 zł.

Na schody przeznaczyliśmy 10000 i pewnie tyle wyjdzie ostatecznie (bo to tylko wstępna wycena). Ale zdecydowaliśmy się. Stolarz ma przyjechać jak będą wylewki, dokonać dokładnego pomiaru, doustalamy szczegóły, kolor i będzie mógł zacząć pracę nad naszymi schodami. Montaż ma być we wrześniu:)

 

A dzisiaj (24 czerwca) majstrzy mieli w końcu zacząć rozkładać styropian. Mam nadzieję, że faktycznie zaczęli, bo czas ucieka.

Ale nie mam pojęcia, ile czasu może zająć rozłożenie styropianu, folii, kabli od podłogówki i zalanie wylewek w całym domu. Pewnie w tydzień nie zdążą? :(

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Ostatnio dodane wpisy

Dołącz do Newslettera ARCHON+

Otrzymuj na bieżąco informacje o nowościach projektowych, wyjątkowych wnętrzach, inspirujących realizacjach oraz atrakcyjnych promocjach.

Messenger Czat z DoradcąDostępny
 12 37 21 900

Dzień dobry,

Czy chcesz, abyśmy oddzwonili do Ciebie za darmo w 28 sekund?